Jak czytać etykiety kosmetyków? Jakie składniki szkodzą naszej skórze?

autor Edyta Figa
432 razy czytano

Składniki dodawane do kosmetyków mogą wpływać na skórę w sposób, którego nie dostrzegamy od razu. Spośród substancji wypisanych w polu INCI niektóre rzeczywiście pełnią funkcje pomocnicze — stabilizują teksturę, wydłużają trwałość produktu — ale nie wnoszą żadnej wartości pielęgnacyjnej. Umiejętność rozpoznawania ich na etykiecie pozwala świadomie wybierać kosmetyki i unikać tych, które zamiast wspierać regenerację, mogą osłabiać naturalną barierę ochronną naskórka.

Czytanie etykiet kosmetyków

Informacje umieszczone na froncie opakowania — hasła reklamowe, obietnice producentów — to tylko fragment obrazu. Większość istotnych danych znajduje się na odwrocie, w sekcji oznaczonej jako INCI (International Nomenclature of Cosmetic Ingredients). W tej sekcji producent wymienia wszystkie substancje wchodzące w skład preparatu, posługując się ustandaryzowanym nazewnictwem — najczęściej po angielsku lub łacinie.

Przepisy zobowiązują producentów do układania składników w kolejności malejącej według ich udziału wagowego. Na początku listy znajdują się substancje dominujące — te, których jest najwięcej w formule. Im dalej na liście, tym mniejszy udział danego składnika. To kluczowa zasada, która pozwala ocenić, czy deklarowany na froncie opakowania aktywny składnik rzeczywiście ma szansę zadziałać, czy stanowi jedynie symboliczny dodatek.

Warto zapoznać się z podstawowymi terminami angielskimi i łacińskimi, które powtarzają się w składach. Dzięki temu możliwe staje się szybkie zidentyfikowanie substancji drażniących, alergizujących lub pozbawionych właściwości odżywczych. Szczególnie pomocne jest rozpoznawanie nazw detergentów, konserwantów czy syntetycznych emollientów, które często zajmują czołowe miejsca w INCI produktów z niższej i średniej półki cenowej.

Składniki szkodzące skórze

Dozwolone prawnie nie zawsze oznacza korzystne dla zdrowia. Wiele substancji wprowadzanych do kosmetyków pełni wyłącznie funkcje technologiczne — poprawiają konsystencję, stabilizują emulsję, przedłużają trwałość produktu, nadają przyjemny zapach lub intensywny kolor. Ich obecność zwiększa atrakcyjność preparatu z perspektywy marketingowej, ale nie przekłada się na poprawę stanu skóry.

Problem pojawia się, gdy takie składniki zajmują dominujące pozycje na liście INCI. W efekcie produkt zawiera śladowe ilości aktywnych substancji pielęgnacyjnych, podczas gdy większość formuły stanowią wypełniacze, detergenty, syntetyczne polimery i konserwanty. Skóra otrzymuje wtedy pozorny efekt — gładkość po nałożeniu kremu, pianę w czasie mycia — ale w dłuższej perspektywie może dochodzić do osłabienia bariery lipidowej, podrażnień, wysuszenia lub zatykania porów.

Szczególnie problematyczne są substancje, które zaburzają naturalne funkcje naskórka. Niektóre tworzą okluzyjną warstwę uniemożliwiającą oddychanie skóry, inne rozpulchniają jej strukturę, ułatwiając przenikanie zanieczyszczeń. Producenci stosują je ze względu na niską cenę i łatwość przetwarzania, ale długoterminowe używanie takich kosmetyków może prowadzić do przewlekłych stanów zapalnych, trądziku lub przyspieszonego starzenia się skóry.

Składniki do unikania w kosmetykach

Poniższe substancje pojawiają się w wielu preparatach dostępnych na rynku. Ich obecność w składzie powinna skłonić do zastanowienia, czy dany kosmetyk — zwłaszcza w wyższej cenie — rzeczywiście jest wart zakupu.

Detergenty anionowe

Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES) to najpopularniejsze substancje pieniotwórcze. SLS ma bardzo silne działanie — usuwa nie tylko zanieczyszczenia, ale również naturalną warstwę lipidową, która chroni naskórek przed utratą wody i działaniem czynników zewnętrznych. SLES jest nieco łagodniejszy, ale również potrafi wysuszać i drażnić, szczególnie przy częstym stosowaniu. Oba związki mogą osłabiać barierę ochronną skóry, przez co staje się ona bardziej podatna na podrażnienia.

Silikony

Pojawiają się głównie w kremach do twarzy i ciała oraz preparatach do włosów. Po zastosowaniu dają natychmiastowy efekt gładkości — skóra wydaje się miękka, włosy są lśniące i łatwe w rozczesywaniu. Silikony jednak nie odżywiają. Tworzą na powierzchni filmową warstwę, która maskuje niedoskonałości, ale nie wspiera regeneracji. Istnieje hipoteza, że niektóre silikony mogą akumulować się w organizmie, ponieważ organizm nie dysponuje enzymatycznymi mechanizmami ich rozkładu.

Oleje mineralne i pochodne ropy naftowej

Stosowane jako tanie wypełniacze o właściwościach okluzyjnych. Nie wnikają w naskórek — zamiast tego tworzą barierę utrudniającą oddychanie skóry. To zaburza naturalne procesy termoregulacji i wydzielania sebum. W konsekwencji dochodzi do zatykania porów, powstawania zaskórników i mikrokomedunów. Oleje mineralne mogą również spowolnić naturalny proces złuszczania martwego naskórka.

Glikole polietylenowe (PEG)

Służą jako emulgatory i środki zwiększające przenikanie składników przez skórę. Wiele z tych związków rozpulchnia strukturę naskórka, osłabiając barierę lipidową. W efekcie skóra staje się bardziej wrażliwa na działanie alergenów, zanieczyszczeń i promieniowania UV. Długotrwałe stosowanie kosmetyków z wysokim udziałem PEG-ów może uszkodzić genetyczną strukturę komórek odpowiedzialnych za odnowę naskórka.

Związki glinu

Najczęściej dodawane do antyperspirantów w postaci chlorowodorku glinu. Mechanizm ich działania polega na mechanicznym zatykaniu ujść gruczołów potowych, co zapobiega poceniu. Problem w tym, że glin może odkładać się w tkankach miękkich. Istnieją hipotezy — choć wciąż dyskutowane — sugerujące, że długotrwała ekspozycja na sole glinu może mieć negatywny wpływ na funkcjonowanie układu nerwowego i hormonalnego.

podobne artykuły

zostaw komentarz